Żyć jak w Europie

Siedzę w małej (lecz drogiej: saszetka musztardy – 4 zł) knajpie w terminalu D lotniska Szeremetjewo w Moskwie. Nie dlatego, że jestem burżujem, i nie dlatego, że jedzenie tu jest wyjątkowo smaczne. Po prostu wszystko w Terminalu D jest drogie, a do tego to było jedyne miejsce, gdzie łaskawie zgodzili się przyjąć opłatę kartą. Format – coś pośredniego pomiędzy fast-foodem a przeciętnym rosyjskim lunch-barem. Stroganow z ziemniaczkami na tacy z plastykowymi sztućcami.

Towarzystwo – różnorodne.

Naprzeciwko siedzi typowy rosyjski dres. Od piętnastu minut rozmawia przez starą Nokie. Chyba z żoną. Niejaki Wasiok nalega, żeby wysłać mu do jutra pieniądze. Mój nieznany z imienia sąsiad przekazuje instrukcje, żeby jego rozmówczyni w żadnym wypadku nie zdradzała, gdzie się udaje (leci do Wołgogradu – tak wynika z karty pokładowej). Inaczej będzie mógł najwyżej wysłać jej testament. Je pistacje. Skrupki składuje z precyzją, godną lepszego zastosowania, do akuratnej kupki na stoliku, już teraz przypominającej piramidę w Gizie. Ma jeszcze dwie paczki. Wygląda na to, że chce ułożyć pełny zestaw. Szkoda, że bez Sfinksa. Obiecuje niedługo wywieźć żonę(?) do Europy. Dalej od tego syfu.

Stolik obok okupowało dwóch biznesmenów. Właśnie wrócili z Niemiec. Z rozmowy wynika, że „tam to kurwa jest kultura”. Nie to co tu. Popijają czerwone winko, zajadając tłustym kurczkiem. Lot minął spokojnie, bez przygód. Gorzej było z lądowaniem w knajpie. Wolnych krzeseł było sporo. Ale cieżko było znaleźć stolik, który by nie był zagromadzony zużytymi tacami. W końcu się udało. Prawie. Tac na stoliku obok nie było, ale na nim leżały zużyte serwetki. „Kurwa, nie bedę jadł w takim syfie” – rzekł grubszy biznesmen i szerokim, czysto rosyjskim, gestem zrzucił papierki bezpośrednio na podłogę. „Ja pierdolę, kraj brudasów” – podsumował.

Kiedy załatwiłem sprawy ze stroganowym, dopiłem kufel Bałtyki 9 (smak dzieciństwa) i udałem się z tacą w kierunku tabliczki „Zwrot naczyń”, poczułem na sobie zdziwione i nawet nieco wrogie spojrzenia sąsiadów…

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *