Fenomen wiszącego dywanu

Nikt tak na prawdę nie wie, kiedy i gdzie narodziła się piękna świecka tradycja robienia zdjęć na tle dywanu. Przy czym „na tle” nie oznacza w pozycji leżącej. Według tradycji, dywan powinien wisieć na ścianie.

Poszukiwania korzeni tego zjawiska prowadzą nas do Związku Radzieckiego lat sześćdziesiątych XX wieku. Wtedy w całym kraju zaczęły pojawiać się tak zwane „chruszczowki” – typowe bloki z płyt żelbetonowych, słynne nie tylko z obskurnego dizajnu i sufitów poniżej 2,5 m, ale też z wyjątkowo cienkich ścian dzielących mieszkania. Najprostszym rozwiązaniem kwestii izolacji dźwiękowej było zawieszenie na ścianie dywanu (podobno jako pierwsi wpadli na to w środowisku akademickim.)

Dywan kosztował niemało i kupić go w pierwszym lepszym sklepie się nie dało. Można było go tylko „dostać”. Automatycznie posiadacz dywanu zaliczał się (przynajmniej w oczach sąsiadów i znajomych) do kasty wybrańców, których nie tylko było stać na taki zakup, ale którzy też mieli odpowiednie znajomości „gdzie trzeba”. Z tego powodu dywany wieszali nie w sypialniach, ale w salonach. Najczęściej – naprzeciwko wejścia, żeby gości wchodząc widzieli, że trafili nie byle gdzie.

W czasach Breżniewa spełniło się marzenie większości. Dywan stał się dostępny powszechnie. Z przedmiotu prawdziwie luksusowego dla przeciętnego mieszkańca Związku został on obiektem względnie taniego kiczu. Ci co mieli lepsze znajomości i warunki finansowe zaczęli kupować samochody. Reszta wpadła w swego rodzaju wyścig zbrojeń: kto ma większy dywan. Normą zrobiło się wieszanie go w każdym pokoju, w przypadkach klinicznych – na wszystkich ścianach. Co ciekawe, rzadko spotykanym zjawiskiem był dywan na podłodze – tam może się pobrudzić. Dziś w Rosji jeśli chcesz zademonstrować swój dobrobyt – zrób sobie zdjęcie z dywanem na ścianie! To będzie wyglądało podobnie do zdjęcia na masce czarnego podrdzewiałego BMW. Absolutny must have, bez czego fota się nie liczy, to stary telewizor Goldstar (z pilotem w celofanie) i grzejnik C.O. klasy „harmonika”.

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *