Mickiewicz, Kurski, Lennon, Hiroszima i Mors

Na Facebooku natknąłem się dziś na dyskusję w której uczestniczyło kilka nie najgłupszych osób, m.in. mój dobry przyjaciel i świetny dziennikarz Mateusz Żurawik. Wynikła z tweetu Jacka Kurskiego. Były poseł odniósł się do dzieła Adama Mickiewicza „Dziady”, dodał trochę numerologii i wydał taki tekst: „Krew jego dawne bohatery a imię jego czterdzieści i cztery. Prezydentura wraca w godne ręce dokładnie 1944 dni po śmierci Lecha Kaczyńskiego”. Mateusz, będąc uznanym mistrzem ciętej riposty, zaapelował o odrobinę rozsądku i przypomniał o 70. rocznicy bombardowania Hiroshimy, a mnie przyszła do głowy inna historia.

John Lennon (w kraju moich przodków również żartobliwie nazywany „Żenia Lenin”) w 1967 roku napisał piosenkę „I am the Walrus”. Jej tekst, według samego Lennona, częściowo został napisany pod wpływem środków psychotropowych, częściowo składa się z wierszyka śpiewanego w jego dzieciństwie przez kolegów na placu zabaw, częściowo z cytatów z książek takich jak Alisa w Krainie Czarów, bądź Król Lear. Efekt można sobie wyobrazić.

Bohater serialu „Big Bang Theory” dr Sheldon Cooper w odpowiedzi na komplement koleżanki, że „jest sprytny”, zauważył (słusznie zresztą) że musiałby odjąć z 60 punktów od swojego IQ, żeby zakwalifikować się do kategorii „sprytny”. Analogicznie nie da się określić ten utwór Lennona jako „absurdalny”. Tekst piosenki nie ma najmniejszego sensu – gubi się gdzieś w fantazjach narkotycznych autora, co sam John niejednokrotnie potwierdzał w swoich wypowiedziach. Ciekawy jest za to powód, dla którego utwór powstał. Lennon zdawał sobie sprawę z tego, jak poważnie część fanów The Beatles podchodzi do interpretacji ich tekstów, szukając w nich ukrytego sensu, który muzycy rzekomo chcą przekazać światowi. Doszło do tego, ze w jednej ze szkół w Anglii na lekcjach literatury nauczyciel dawał zadania przeanalizować ich piosenki. Lennona to rozbawiło na tyle, że celowo napisał bardzo zawiły wiersz, nie wkładając do niego żadnego sensu. Musiał mieć niezły ubaw obserwują kolejne wypowiedzi z serii „co autor miał na myśli”.

Jaki jest morał tej historii? Klasyk satyry Michaił Żwaniecki w jednym ze swoich tekstów napisał: „- Czy nie ma tu przypadkiem drugiego sensu? – Tu nie ma nawet pierwszego!”. Nie trzeba szukać w każdym słowie, nawet uznanych geniuszy, głęboko ukrytego przekazu dla potomnych. Nie odmawiajmy im ludzkiego prawa do zwyczajnego słowotoku od czasu do czasu. Nie wpadajmy w szał nadinterpretacji. Ani konkretnego cytatu z dzieła Adama Mickiewicza. Ani wypowiedzi Jacka Kurskiego.

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *